Naprawa telefonów i graciarnia taty

Mój ojciec ma dziwne podejście do życia. Ja go do końca nie rozumiem. Być może to bierze się stąd, że nie jestem z jego epoki. On mi zawsze opowiada, że za jego czasów się nie wyrzucało, tylko się naprawiało.

Naprawa telefonów nie zawsze jest możliwa

naprawa telefonówMówi ze wzgardą o obecnej kulturze coraz to nowszych modeli wymiennych. Zawsze lubi prawić mi morały, że nie mam tak wyrzucać tego, co mam, bo wszystko się może do czegoś jeszcze nadać. On z poprzedniego ustroju zachował sobie manię zbieracza. Jemu się wydaje, że naprawa telefonów Łódź, które przechowuje na strychu w swoim domu w Łodzi, kiedyś nastąpi. Rozumiem go, jeśli chodzi o to, żeby cenne rzeczy zachowywać. Też nie popieram dzisiejszej kultury zupek w proszku i innych błyskawicznych rozwiązań. Jeśli jednak chodzi o rzeczy zepsute, albo trzeba je od razu zanieść do naprawy, albo raz na zawsze się pozbyć. Podejrzewam, że naprawa komputerów, od których tata pozostawił sobie części, nie wiadomo dlaczego, nie będzie już możliwa. Technika idzie do przodu w takim tempie, że jakiś nowy pracowników serwisu, może nawet nie wiedzieć, jak taki stary grat jest zbudowany. Nie jest mu to już potrzebne do szczęścia. Naprawa laptopów to temat bardziej na czasie, ale też można powiedzieć, że w takim tempie się te modele teraz tworzą, że to, co było dwa lata wcześniej to już prawdziwa prehistoria. Wcale mnie nie zdziwi, jeśli kiedyś w ogóle nie będziemy już niczego naprawiać i nie będzie części zamiennych. Może taniej będzie po prostu kupić nowe. Obecnie staram się tacie przemówić do rozsądku, żeby sobie zrobił wreszcie porządek w swoim domu w Łodzi. Można zanieść część rzeczy do serwisu, nawet się zobowiązałam to zrobić.

Jeśli jednak powiedzą, że się nie da ich już naprawić, bo na przykład nie ma części zamiennych, trzeba je wyrzucić na śmietnik i już. Bez żalu.